Opublikowano Dodaj komentarz

Hankowa torba dla każdego?

Czy to coś nowego?

Ponad rok temu zobaczyłam gdzieś ciekawy kształt torby i od tamtej pory zawrócił mi w głowie. Na czym ten zawrót głowy polegał? Zachwycił mnie sposób w jaki układała się torba.

Był niesamowity i bardzo ciekawy. Torba skojarzyła mi się z owocem, a mianowicie z gruszką:) Nie dawało mi to spokoju. Zachodziłam w głowę jak uzyskać taką formę? Podjęłam wyzwanie. Wzięłam kartkę, ołówek i zaczęłam kombinować. Trochę to trwało, ale w końcu osiągnęłam zamierzony efekt. Razem z rysunkiem pobiegłam do maszyny i ŁAŁ!!! Udało się, uzyskałam jej kształt! Na pierwszy rzut oka wydaje się taka zwyczajna, ni to worek ni to torba… Ale tak mi przypadła do gustu, że bardzo chciałam ją mieć zawsze blisko siebie.

Od tamtej pory trzymam w niej włóczki, sznurki, szydełka i druty. Akcesoria do drobnych ręcznych robótek, które są zawsze przy mnie. I była ze mną wszędzie: kiermasze, targi czy ewenty w różnych miejscach Polski.

W każdej wolnej chwili w moim saloniku plenerowym siadałam, otwierałam torbę, wyciągałam włóczkę i dziergałam wstawki do torebek. Wisiała sobie spokojnie na krześle z boku. A jednak niektórzy z Was ją wypatrzyli:) Pytaliście o nią, brałam ją wtedy do ręki podchodziłam do Was i prezentowałam. Widziałam jak na Waszych twarzach maluje się zainteresowanie, a potem padały pytania kiedy taką będzie można nabyć. I tak jakiś czas temu przyszła na nie pora i zrobiłam kilka. Wyszły różne, bo zawsze w czasie tworzenia jednej, rodził się następny pomysł na kolejną.

Ulepszona torba dla każdego

Formę zachowałam, dodałam regulowane paski, kieszenie na zewnątrz i w środku. Okazało się, że może być również plecakiem, nie tylko dla kobiet:) Na czym polega jej urok? Po pierwsze jest bardzo lekka. Po drugie pakowna. I po trzecie jest jak kosz lub półka w szafie:) Może nie dosłownie, ale tak jest. Prosta czynność: kładziemy torbę na jakiejś powierzchni i widzimy od razu całą jej zawartość. To zawdzięczamy właśnie jej formie. Torby klasyczne, szczególnie te duże, mają to do siebie, że gdy potrzebujemy coś znaleźć to musimy ją całą przeszukać. Gdy długo przebieramy zawartość torebki ręką po omacku i nie znajdujemy tej potrzebnej rzeczy, to zazwyczaj kończy się wyrzuceniem wszystkiego na zewnątrz. Czy mówię prawdę, robimy tak? W tej mojej jest prościej. Zobaczcie na zdjęciu:)

Czy przyjmie się u nas? Myślę, że sami ocenicie. Wiem jedno, że w dzisiejszych czasach wybieramy produkty proste, ekologiczne i użyteczne. Ta torba może wyjść na przeciw naszym oczekiwaniom. Zrobiona jest z dużych i małych kawałków tkanin z odzysku. Do tego staram się wykorzystać, jak zawsze, każdy skrawek. Dzięki temu mogę tworzyć zwyczajne torby, a i tak każda wyjdzie inna. Możecie ją zabierać na zakupy, na wycieczki, do pracy lub wymarzone wakacje. Może ją zabierać kobieta, mężczyzna czy dziecko. Można w niej trzymać na przykład akcesoria do sztrykowania tak jak ja, a potem odwiesić ją i ozdobić nasz kącik pracy. Po prostu nie będzie wisiała bezczynnie tylko będzie użytkową tasią dla każdego.

Czytam tekst od początku i uśmiecham się sama do siebie, bo ileż można pisać o jednej torbie? Jak widać można, gdy uparcie realizuje się swój cel to na końcu zwyczajnie człowiek się cieszy.

Opublikowano Dodaj komentarz

Minimalizm w szafie

Otwieram drzwi szafy i się zastanawiam: “Co będzie mi pasowało do dzisiejszego ubioru i dnia, który zamierzam spędzić? Wezmę jeszcze torebkę. Nie, plecak, bo potem jeszcze idę z koleżankami na wycieczkę. A właściwie mój strój jest dzisiaj taki luźny to zabiorę coś lekkiego.” Czas zadbać o większy minimalizm w szafie.

Czy zdarza się Wam mieć taki dylemat przed wyjściem? Lubię mieć różne ciekawe dodatki, ale nie aż tyle, bo to tylko stwarza właśnie takie problemy. Tracimy wtedy nasz cenny czas. W ubiegłym roku życie podsunęło mi rozwiązanie go.

Jedna torba a dwa zastosowania – minimalizm w szafie

Uszyłam torbę nie dodając paska i zaczęłam się bawić jednym elementem na różne sposoby. Torebka jest, może doszyję kółka na górze. Ok, teraz dołożę kółka na dół torby, uchwyt, zapięcie, kilka kombinacji i jest!!! Szybko zareagowaliście bardzo pozytywnie na nowy produkt. Pomyślałam wtedy, że nie jestem sama. Że lubicie rzeczy praktyczne. Tak powstała torebka i plecak w jednym, oczywiście z dżinsu.

Mała i wielka torba oraz plecak

Jeden element, jeden pasek i działa! Mała torebka po złożeniu klapki na 1/3 wysokości. Duża torba po przepięciu paska na górne kółka. Super! To, co się nie zmieści w małej, wygodnie i bezpiecznie przeniosę w dużej.

Jestem na spacerze i chcę mieć wolne ręce. Ok, przepnę pasek i mam plecak. Tu pomyślałam, że skoro plecak jest na plecach to trzeba zrobić dodatkowe zabezpieczenie. Jest zamek, ale całość zapinam jeszcze na karabińczyk, mogę teraz spokojnie chodzić w tłumie i nie martwić się czy ktoś tam włoży swoje ręce. Mam dobry humor, strój to podkreśla. Może coś fantazyjnego? Tak, przepnę paski po przekątnej i zrobię sobie asymetrię🙂 Mam pożądany efekt i czuję się wspaniale.

Torba i plecak w jednym to same korzyści

Zamiast czterech rzeczy w szafie mam jedną na kilka okoliczności. Czyż nie jest wspaniale?

Czy macie jakiś pomysl na nazwę takiego “torboplecaka”?

Nie otaczam się przedmiotami, nie wyrzucam pieniędzy i nie mam dylematów. Tylko nie mam nazwy na taką torbę i plecak w jednym. Dobrze by było się do niej jakoś zwracać. Gdzie jest moja torebka, jeans bag, handtasche, taszka, handvaska? Gdzie jest mój plecak, backpack, rucksack, batoh, ryggsack? No właśnie kochani, może zaproponujecie polską nazwę Hankowego wyrobu?

Opublikowano Dodaj komentarz

Maszyny do szycia, czyli czym Hanka szyje?

W tym wpisie zapraszam Was do mojej pracowni! Pragnę zaprezentować swoje maszyny do szycia i urządzenia, które ułatwiają mi pracę, a tym samym pozwalają mi robić to, co kocham:)

“Jaką maszynę do szycia pani poleca?”

Zacznę może od tego, że często otrzymuję pytania dotyczące maszyn do szycia. Pytacie jaką maszynę polecam na początek lub kolejne etapy rozwoju.

Jest mi trudno udzielić jednoznacznej porady, jeśli nie znam osoby, jej potrzeb ani umiejętności. Przy wyborze maszyny trzeba się przede wszystkim zastanowić do czego ma ona służyć. Jaką mamy wiedzę np. w sprawie regulacji nitki w bębenku lub naprężenia nitki górnej? Czy wykorzystamy wszystkie ściegi stopki zaproponowane przez producenta? Czy maszyna będzie miała swoje stałe miejsce, a może będzie nam potrzebna raz na jakiś czas? Przed każdą decyzją zakupu maszyny zadawałam sobie powyższe pytania. Wybór jest trudny, na rynku jest dużo tych cudownych urządzeń, a koszty przecież też mają ogromne znaczenie.

Wiedzcie, że pomimo wymienionych tutaj marek oraz modeli maszyn do szycia nie jest to wpis sponsorowany. Wynika on jedynie z mojego wieloletniego doświadczenia oraz pracy zawodowej jako krawcowa.

Wymarzony prezent

Moją pierwszą maszyną był Łucznik domowy, prezent od rodziców. Była to maszyna wieloczynnościowa z podstawowymi ściegami i, jak później się okazało, za słaba na moje potrzeby. Fakt, mała i wygodna, bo można było ją schować gdziekolwiek w małym mieszkanku. Jednak często nie dawała rady np. przy wszyciu zamka do kurtki czy spodni dżinsowych.

Dorabiając sobie na niej, odkładałam małe kwoty, planując kupno nowej maszyny.

Wtedy w Polsce ukazała się Burda w języku polskim (posiadam do tej pory pierwsze egzemplarze z ceną 42 000 złotych. Starych oczywiście :D). Nie było internetu, a czasopismo prezentowało najnowsze maszyny do szycia. Dokładne opisy pozwoliły mi podjąć decyzję o wyborze Husqvarny i Brother.

Pierwsze świadome maszyny do szycia

Pierwsza to domowa maszyna, a druga to overlock. Husqvarna posiadała wszystko, co było mi potrzebne. Stopka do dziurek, stopka wszywania krytych zamków, można było przyszywać guziki i cerować, do tego okazała się super mocna. Służyła mi długo i nigdy się nie zepsuła. Bardzo dobrze ją wspominam, praca dzięki niej była miła i prosta. To właśnie na niej powstały moje pierwsze obrazy inspirowane maskami Picassa, które zdobią ściany mojego domu do tej pory.

Overlock trzynitkowy ma już ponad trzydzieści lat i służy dalej. Cały mechanizm nigdy nie zawiódł, popękały jedynie plastikowe pokrętła do naprężania nici.

Dzięki takiej maszynie nasze twory szyciowe mają ładne wykończenie w środku. Można szyć dzianiny rozciągliwe, regulować również gęstość i szerokość ściegu.

Zamocowany nóż przy stopce pozwala przycinać podczas pracy nitki i trzymać prostą linię. Pod warunkiem, że nie zjedziemy w inną stronę:)

I w końcu profesjonalne maszyny do szycia

Dwanaście lat temu do domu przyniosłam Elnę 7300. Seria tych maszyn, która weszła w tym czasie na rynek była bardzo droga, ale najważniejsze – bardzo dobra! Ma metalowy dobry mechanizm, pracuje nienagannie i pozwoliła mi tworzyć prace, o których wcześniej nie śniłam. To na niej powstały pierwsze torby, nauczyłam się też haftować. Jak??? Wystarczyło założyć odpowiednią stopkę, włożyć tkaninę w tamborek, obrać wzór i ustawić ścieg zygzakowy. Polecam, spróbujcie, bo haft wychodzi naprawdę cudnie, a do tego to świetna zabawa! Trochę jak malarz z pędzlem przy płótnie:) Haftując w ten sposób nie korzystam z gotowych wzorów. Po prostu rysuję mydełkiem krawieckim to, co chcę zrobić.

“Pan doktor” od maszyn

Tak jak oddajemy auta do przeglądu, tak i ja serwisuję maszyny u zaprzyjaźnionego Pana mechanika. Taki fachowiec jest cenny dla naszych urządzeń, a tym samym dla nas, dlatego proponuję Wam sobie takiego znaleźć. Szkoda mi się zrobiło mojej Elny, gdy dostała pod stopkę gruby dżins. Wtedy pomyślałam o maszynie przemysłowej.

I tu doświadczenie pana mechanika okazało się bezcenne. Znalazł mi taką maszynę, oczywiście używaną. Zamienił silnik na energooszczędny, zainstalował w mojej pracowni i tak od kilku lat pracuję na maszynie firmy Brother DB2-15755-3A. To był strzał w dziesiątkę!

Szybka w pracy, cicha i przeszywa takie grubości tkaniny, że aż miło patrzeć. Dżins jest grubą materią, ale moja maszyna po założeniu odpowiedniej igły idzie jak burza.

Overlock Juki MO-6700

Do szycia dzianin i obrzucania używam overlocka firmy Juki MO-6700 czteronitkowego. To również maszyna przemysłowa i też z odzysku, tu znowu pomógł mi już wspomniany Pan mechanik:) Oczywiście ma ona zamocowany silnik energooszczędny. Wszystkim, którzy dużo pracują i lubią wydajność swojej pracy polecam maszyny przemysłowe. Te stare egzemplarze to mocne maszyny robione na oryginalnych częściach. Nie marudzą jak dużo szyjecie, ale zalecam zmiany silników. To nie jest duży koszt, a oszczędności spore, no i możemy sobie słuchać dobrej muzyki podczas pracy:)

Brother NV900

W mojej pracowni od niedawna jest jeszcze maszyna do szycia z hafciarką, firmy Brother model NV900. To maszyna delikatna, ale spokojnie mogę ją polecić osobom, które szyją i lubią ozdabiać swoje prace haftem lub ciekawymi ściegami. Wbudowany moduł pozwala na tworzenie ładnych wzorów haftu, trzeba jednak zmieniać nitki gdy nasza praca ma być kolorowa. Wiadomo coś za coś:)

Maszyny do szycia to nie wszystko…

Mam jeszcze jedną fajną rzecz – to nóż krawiecki krojczy tarczowy. Gdy dużo kroimy, zwłaszcza grube tkaniny to nasze palce pokrywają się odciskami od nożyczek. Nóż elektryczny w takiej sytuacji może oszczędzić nasze dłonie, do tego kroi kilka warstw tkanin na raz. Nie podam modelu, bo się wytarł, ale wiem że pochodzi z Węgier i jest też moim nabytkiem z drugiej ręki. Jego atutem jest to, że można samemu go ostrzyć🙂

Na początek nowa czy używana?

Zaprezentowałam Wam cały mój park maszynowy, który ułatwia mi pracę. Nie będę opisywała, że żelazko czy dobre nożyczki to również ważna sprawa, aby tworzyć z przyjemnością. Gdy mamy złe urządzenia, niewyregulowane tak, jak powinny być, to będziemy się męczyć i zniechęcać do dalszej pracy. Będziemy się denerwować, pruć i rozkładać ręce, a nasze plany legną w gruzach. Czasem wystarczy, że odwrotnie założymy igłę i zaraz się wściekamy. Jeszcze jedno kochani. Jeżeli jesteście początkującymi szyjącymi, to nie rzucajcie się na te nowe maszyny napakowane elektroniką, tylko kupcie używaną i prostą maszynę. Jak dojdziecie do wprawy i zapoznacie się z jej nieskomplikowaną techniką, to wtedy możecie zainwestować w tę wymarzoną.

Podzielcie się proszę czy mój wpis jest dla Was pomocny. A może macie jakieś techniczne pytania? Albo chcecie uszyć torebkę? 😉

Opublikowano Dodaj komentarz

Jak powstała Hanka Działa?

Dzisiaj chciałam opowiedzieć Wam historię o tym jak powstała Hanka Działa 🙂

Zabrzmiało poważnie? Gdy pisałam słowo historia, to nawet poczułam się jakoś tak… hmm… starzej? I tu pojawiła się myśl: “Fakt, już pół wieku za mną!”. Co to jest przy pięciu latach? Tak, właśnie pięć lat temu w lipcu (2015) powstał projekt pod nazwą “Hanka Działa“.

Ale zanim powstała Hanka Działa…

Pracowałam w szwalni po osiem godzin, od szóstej do czternastej. Praca jak praca, przychodzisz, włączasz maszynę, szyjesz i tak do końca dniówki. Jednak któregoś razu kręgosłup przypomniał się bardziej niż zwykle. Sami wiecie jak to jest z kręgosłupem… lekarz, tabletki, wolny czas, którego z powodu bólu nie da się wykorzystać. Ale życie toczy się bezlitośnie dalej. Musiałam pozbierać się z łóżka, wziąć portfel i pójść na zakupy. I wtedy właśnie dotarło do mnie, że ja, krawcowa (!) nie mam porządnej torby na zakupy! Same foliaki, które tylko wstyd przynoszą. A przecież trzymałam w kartonach tak dużo różnych niepotrzebnych rzeczy, tyle ścinków. Co za problem, aby coś ciekawego z nich zrobić? Świat byłby wtedy bardziej kolorowy i przyjazny! Od myśli przeszłam oczywiście do DZIAŁANIA!

Pierwsze działania

Naszyłam więc tych toreb, torebek całe mnóstwo i rozdawałam bliskim. Potem przyszedł pomysł, aby zrobić sobie torebkę na śniadanie, zamiast pakować je w foliowy worek. Następnie powstało etui na telefon. Później pojawiły się małe “haszetki“- to nazwa wymyślona przez Was. Jest to mała torebeczka przypinana do paska, na drobne czy telefon. Doszły czapki, okładki na zeszyty, portfele, torby na komputer i tablety.

W którymś momencie zaczęłam tworzyć z dżinsu. Dlaczego?

Dlaczego pokochałam dżins?

W każdym grzebaku najwięcej jest dżinsów! Aż się prosiły, wręcz krzyczały z wieszaków, żeby dać im nowe życie:) I to mnie wkręciło najbardziej, a do tego folii jakoś mniej w domu. Początkiem lata zobaczyłam plakat w sklepie, że po sąsiedzku odbędzie się Kiermasz Sztuki w Jaworzu. Zadzwoniłam i się zgłosiłam (Działa zobowiązuje!). Ależ była trema, o jejku! Jednak miałam ogromne wsparcie w postaci moich bliskich, którzy mówili mi: “Będzie dobrze, wyjdź i zabierz to, co trzymasz w szufladzie, pokaż ludziom!”. A ja to po prostu zrobiłam:)

Zapakowałam do auta cały swój urobek wraz z domowym wieszakiem. Na miejscu zajęłam przeznaczony dla mnie stół pod namiotem i czekałam, cała podekscytowana. Moi bliscy byli tuż obok, więc czułam się trochę pewniej. Było gorąco, za gorąco, ale mimo to znalazło się wielu przesympatycznych ludzi, którzy docenili moje działanie. Te pierwsze rozmowy na temat mojej rozwijającej się twórczości zapamiętam do dziś. To było nowe, cenne w naukę doświadczenie. A dodatkowo wspólny czas dla całej naszej rodziny:) Mąż spędził go ze mną w nowy sposób, syn Paweł chwycił bakcyla fotografii, jego dziewczyna – Karola nauczyła się robić na szydełku.

Starszy syn Gaweł po tym wydarzeniu stworzył utwór specjalnie dla mnie pod tytułem “Pasja”:

“Pasja” autor: MajkHalski. Rok wydania: 2016.

“Otwieram drzwi do których przed momentem pukał kat.
Widzę dobry materiał na pasję, a ty parę starych szmat.
Zmień horyzonty, z innej strony spójrz na świat.
Tam, gdzie inni mówią “koniec”, ty dostrzegaj start!”

Nowa ja

Po cudnych rozmowach z ludźmi uwierzyłam w jedno: że to, co robię ma sens! Któregoś dnia po powrocie z pracy czekała na mnie niespodzianka. Karolina wymyśliła dla mnie nazwę i założyła fanpage. Nigdy wcześniej nie słyszałam o Facebok’u, tylko z opowieści:) Do tego Michał, syn przyjaciół stworzył dla mnie logo. W ogóle większość rzeczy, który wtedy się działy były dla mnie niczym kosmos. Byłam przerażona i przytłoczona. Ale dzielnie uczyłam się wszystkiego krok po kroku: jak działać w internecie, jak robić zdjęcia, jak się z Wami komunikować w internetowy sposób. Dużo pracowałam, szukałam swego stylu i próbowałam różnych rozwiązań podczas szycia.

Najważniejsze to nie poddawać się!

I w sam środek tego twórczego tajfunu spadła nagle wiadomość o pogorszeniu stanu zdrowia mojego męża. Z perspektywy czasu uważam, że powstanie “Hanki” właśnie w tym ciemnym okresie dało mi siłę i wolę walki również w życiu prywatnym. Pasja, szycie, tworzenie, wymyślanie, Wasze miłe słowa – to wszystko mnie budowało. Oddałam się działaniu, posłuchałam swojej podświadomości i intuicji. Po prostu się zaparłam!

Może czyta teraz te słowa ktoś, kto nie jest pewny i gotowy, by rozwijać swoją pasję. I może właśnie dzięki mojej historii, uwierzy w siebie i spróbuje zamienić myśli w czyn:) Ja dzisiaj wiem, że wybrałam dobrze, tylko szkoda, że… tak późno:) Dzięki temu, co robię poznałam i nadal poznaję wielu wspaniałych ludzi – Was kochani! Uczę się ciągle i wyciągam wnioski ze wspólnych spotkań. Jestem również wdzięczna koleżankom i kolegom rękodzielnikom, których cenię za ich twórczość i pomoc. Dzięki Wam wszystkim zaistniałam i nadal się rozwijam.

Hanka Działa to nie tylko nazwa. To cały mój świat, w którym jest działanie, rozwój, przyjaźń, spełnianie się i dobrze spędzane chwile.

Warto było ciężko pracować i nie poddawać się, aby osiągnąć tak dużo. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do powstania i rozwijania “Hanki“, a także tym, którzy bardzo starali się przeszkadzać:) Na szczęście Wam się nie udało:) Hanka Działa i będzie działała, bo nie zamierzam szybko przejść na emeryturę. A tutaj, na hankowym blogu chcę też dzielić się swoją wiedzą w zakresie krawiectwa, więc a nuż kogoś zarażę? 🙂 I może razem przyczynimy się do wydajniejszego korzystania z zasobów na naszej planecie?

A teraz lecę do pracowni kończyć torby, które już niedługo pojawią się w Galerii🙂

Życzę Wam dobrego działania i spełnienia marzeń. Dziękuję za uwagę. Teraz już wiecie jak powstała Hanka Działa.

Wasza Hanka

Opublikowano Dodaj komentarz

Czarne torby dżinsowe

Czyli jak powstała seria czarnych toreb wykonanych głównie
z dżinsu

Z każdym wpisem będziecie mogli poznać mnie bliżej, cały proces mojego działania i kawałek mojego życia twórczego. Dzisiaj będzie ten pierwszy, bardzo ważny.

Zanim czarne torby dżinsowe będą głównym tematem, muszę czymś z Wami się podzielić. Gdy spotykam się z Wami w moim plenerowym saloniku to zawsze dużo rozmawiamy. Zadajecie pytania dotyczące mojej pracy i oczywiście toreb. Właśnie te momenty są dla mnie ważne, bo jest to piękny i żywy kontakt z Wami. Gdy wychodzę z pracowni po długim i pracowitym czasie, gdy spakuję te swoje robótki, wsiądę do auta i jadę do innego świata. Świata, w którym są ludzie ciekawi, uśmiechnięci, zainteresowani tym, co robię. Tak, to Wy kochani. Ale się rozmarzyłam. Jest styczeń, zima i tęsknię za słońcem. No dobrze, wracam do czarnych toreb z dżinsu.

Ale dlaczego czarne?

Czarne torby z dżinsu pojawiły się w Galerii jako pierwsze, chociaż musiały trochę poczekać, aby się dobrze zaprezentować. Ponad rok zbierania różnych kawałków i rzeczy w odcieniach czarno-szarych. Gdy przyszedł na nie czas i wysypałam je z kartonu i zastanawiałam się, mówiąc do siebie: “i co ja teraz z wami zrobię?”. Przeglądałam te swoje skarby, przekładałam z prawej strony na lewą przez bardzo długi czas, oj długi. I po tym mieszaniu rękami i segregowaniu wreszcie coś uruchomiło mi się w głowie. “No dobra zabieramy się do pracy! Proszę, może zapodacie jakiś temat?”. One nie odpowiedziały, ale poddały się mojej fantazji. Takie działanie zaplanowałam przed końcem poprzedniego roku. To wtedy wysypałam uzbierane kawałki i postanowiłam zdziałać tasie w innym kolorze niż niebieski. Będą jeszcze brązowe, zielone… i oczywiście niebieskie.

Nie mogłam tak naprawdę doczekać się, aby zrobić torby w innych kolorach, przecież tak długo to wszystko zbierałam. Wyszło tyle ile widać w Galerii. Czy to jest dużo czy mało? Z pewnością na następne trzeba będzie znowu poczekać rok albo dwa lata:)

“Proszę szyć dużo kieszeni!”

Do tworzenia toreb wykorzystuję różne techniki (przybliżę je w osobnym wpisie). Teraz zacznę od środka torby. Taki hankowy standard, który powtarza się w każdej taszce, chociaż też trochę trwało, abym doszła do tego, co prezentuję dzisiaj. Podszewka jest lekka i co ważne wodoodporna. Muszą być kieszenie, a najlepiej jak najwięcej, bo ich nigdy za dużo – to Wasza podpowiedź:)

Wykorzystuję kieszenie z już niepotrzebnej odzieży, ale też szyję nowe, duże. Wszystkie mają wszyte zamki.

Ach te paski…

Paski są uszyte z tej samej materii, co cała torba – czyli z odzysku. Tu muszę Wam się przyznać, że robienie pasków to jest najbardziej monotonna, ba nawet nudna praca. Gotowy pasek ma około 1.5 m długości. Musi być usztywniony, zaprasowany i przeszyty na maszynie cztery razy…wte i wewte, wte i wewte…. Tak, to jest nudne, ale taki pasek musi być mocny, ponieważ nie wiem z jaką wagą będzie mu dane zmierzyć się w przyszłości. Paski są regulowane i mogą być odpinane na karabińczyki.

Na zewnątrz naszywam kieszenie również zapinane na zamek. Te zewnętrzne kieszenie są bardzo przydatne. Czasem trzeba szybko znaleźć kluczyki do auta, schować bilet albo mieć pod ręką telefon.

Często wykorzystuję włóczkę dobrej jakości,
a kupuję ją od Ośli Motek – to mój ulubiony sklepik z włóczkami i jest w nim miła właścicielka, Karolina. Zajrzyjcie tam sami i się przekonajcie.

Jakie czarne torby dżinsowe znajdziecie w galerii?

Torby w galerii mają różne wielkości. Zazwyczaj działam tak, aby wszedł do nich zeszyt A4, są także mniejsze albo większe. Hankowe torby nie mają przodu ani tyłu. Tak je składam abyście nie mieli problemów czy torba jest założona poprawnie i czy dobrze wyglądacie. Może jest więcej pracy, ale efekt przypadł Wam do gustu.

W Galerii są torby “wielozadaniowe“. Po bokach doszyłam metalowe kółka, do których dopinany jest długi pasek za pomocą karabińczyka. Na złożonej klapie, która jest zamykana na zamek są naszyte szelki. Szelki można trzymać w rękach lub zarzucić na ramię, na co pozwala ich długość. Przeszyte są po całej długości klapki. Taki sposób mocowana daje nam bezpieczeństwo, że się nie oderwą.

Torba ‘Wielozadaniowa” może być mała lub duża. Po całkowitym jej rozłożeniu, tak jak na zdjęciu, ma około 45-50 cm wysokości. Dlaczego piszę około? Otóż torby nie są robione według jednego szablonu. Za każdym razem rozmiar wychodzi inny. Może to dziwne, ale wynika to z procesu tworzenia tkaniny przeze mnie. Składam te kawałki materiału w jedną całość i wtedy decyduję czy wystarczy. Ot, taka będzie torba i już. Tak działa na moją pracę upcykling. Jest nieobliczalny.

Nawet gdy coś zaplanuję to i tak w trakcie tworzenia wychodzi inaczej. Często jestem sama zaskoczona końcowym efektem.

W Galerii są też klasyczne listonoszki – to Wasze ulubione. Taka nie za duża, nie za mała pasująca do wszystkich sylwetek damskich i męskich. Męskich? Tak, Panowie też doceniają moje działanie. Jest to bardzo miłe.

Znalazły się także nowości!

No i pojawiły się nowości. “Torba z łezką“, tak ją nazwałam ponieważ jej dno przypomina łzę. Całość dna jest usztywniona. Torba jest duża i nie posiada paska regulowanego. Jego długość zrobiłam tak, by torbę można było przełożyć również przez głowę.

Czy będą nowe czarne torby dżinsowe?

Dżins w kolorach czarnych i szarych jest oczywiście dekatyzowany przeze mnie i sprawdzany pod kątem niebarwienia się nawzajem. Do uszycia toreb wykorzystuję mocne nici. Dżins jest grubym i trudnym materiałem, ale pomaga mi w tym maszyna przemysłowa, która poradzi sobie z kilkoma warstwami tkaniny na raz.

Zostało mi jeszcze kilka kawałków materii w odcieniach szarości. Odłożyłam je na półkę aby znów zbierać i dokładać na następne torby lub inne pomysły. Czy znów jest warto zbierać na czarne torby dżinsowe? Na odpowiedź będę czekała od Was. To Wy kochani jesteście najlepszymi recenzentami mojego działania.

Wasze zdanie jest dla mnie bezcenne. Pozwala mi ono dalej tworzyć i rozwijać się.

Wpisem na blogu chciałam Wam trochę przybliżyć proces powstawania toreb. Jak składanie małych części sprawia mi przyjemność, a szycie długich pasków powoduje znudzenie. Ale bez pasków nie powstanie torba:) W każdą torbę wkładam kawał swego serducha, dobrych myśli i pozytywnej energii, którą Wam teraz wysyłam. Piszcie proszę i dzielcie się swymi przemyśleniami. Czego chcielibyście się dowiedzieć ode mnie i co Was interesuje? Trzymajcie się zdrowo.

Wasza Hanka

Opublikowano Dodaj komentarz

3, 2, 1… start!

Witajcie na blogu Hanka Działa:)

Hanka Działa i też pisze! Wczoraj był wielki i bardzo ważny dla mnie dzień, kiedy to po raz pierwszy pokazałam Wam swoją stronę. Wasze ciepłe przyjęcie jak zwykle uskrzydliło mnie do działania, dlatego bez zatrzymywania się ruszam z pierwszym wpisem na blogu🙂 Bardzo się cieszę, że znaleźliście chwilkę, by do mnie zajrzeć! Witam Was wszystkich serdecznie i ściskam wirtualnie:)

Na hankowym blogu będę chciała dzielić się z Wami swoimi pomysłami, planami i inspiracjami. Ale przede wszystkim znajdą się tutaj wpisy przybliżające moją twóczość! Będę pisać o tym jak działam, co działam i z czym działam. Przygotujcie się więc na solidne dawki informacji z hankowego świata:) Proszę też o zrozumienie, bo to moje blogowe początki, ale wierzę, że z Waszą pomocą stworzymy razem fajne i inpirujące miejsce w Internecie. Już teraz możecie podpowiadać mi, co Was interesuje, ciekawi, zastanawia. Piszcie proszę poprzez formularz kontaktowy.

Wczoraj w Galerii wylądowały już pierwsze zdjęcia moich toreb:) Na pierwszy ogień poszły czarne torby z dżinsu i to właśnie o nich pojawi się niedługo kolejny wpis na blogu. Napiszę Wam dlaczego je wybrałam na otwarcie strony i co różni je od pozostałych:) Zapraszam Was serdecznie!

Tymczasem jeszcze raz bardzo Wam wszystkim dziękuję za to, że jesteście i dajecie mi emocjonalnego “kopa” do działania każdego dnia! Pozdrawiam cieplutko:)

Wasza Hanka