Opublikowano Dodaj komentarz

Maszyny do szycia, czyli czym Hanka szyje?

W tym wpisie zapraszam Was do mojej pracowni! Pragnę zaprezentować swoje maszyny do szycia i urządzenia, które ułatwiają mi pracę, a tym samym pozwalają mi robić to, co kocham:)

“Jaką maszynę do szycia pani poleca?”

Zacznę może od tego, że często otrzymuję pytania dotyczące maszyn do szycia. Pytacie jaką maszynę polecam na początek lub kolejne etapy rozwoju.

Jest mi trudno udzielić jednoznacznej porady, jeśli nie znam osoby, jej potrzeb ani umiejętności. Przy wyborze maszyny trzeba się przede wszystkim zastanowić do czego ma ona służyć. Jaką mamy wiedzę np. w sprawie regulacji nitki w bębenku lub naprężenia nitki górnej? Czy wykorzystamy wszystkie ściegi stopki zaproponowane przez producenta? Czy maszyna będzie miała swoje stałe miejsce, a może będzie nam potrzebna raz na jakiś czas? Przed każdą decyzją zakupu maszyny zadawałam sobie powyższe pytania. Wybór jest trudny, na rynku jest dużo tych cudownych urządzeń, a koszty przecież też mają ogromne znaczenie.

Wiedzcie, że pomimo wymienionych tutaj marek oraz modeli maszyn do szycia nie jest to wpis sponsorowany. Wynika on jedynie z mojego wieloletniego doświadczenia oraz pracy zawodowej jako krawcowa.

Wymarzony prezent

Moją pierwszą maszyną był Łucznik domowy, prezent od rodziców. Była to maszyna wieloczynnościowa z podstawowymi ściegami i, jak później się okazało, za słaba na moje potrzeby. Fakt, mała i wygodna, bo można było ją schować gdziekolwiek w małym mieszkanku. Jednak często nie dawała rady np. przy wszyciu zamka do kurtki czy spodni dżinsowych.

Dorabiając sobie na niej, odkładałam małe kwoty, planując kupno nowej maszyny.

Wtedy w Polsce ukazała się Burda w języku polskim (posiadam do tej pory pierwsze egzemplarze z ceną 42 000 złotych. Starych oczywiście :D). Nie było internetu, a czasopismo prezentowało najnowsze maszyny do szycia. Dokładne opisy pozwoliły mi podjąć decyzję o wyborze Husqvarny i Brother.

Pierwsze świadome maszyny do szycia

Pierwsza to domowa maszyna, a druga to overlock. Husqvarna posiadała wszystko, co było mi potrzebne. Stopka do dziurek, stopka wszywania krytych zamków, można było przyszywać guziki i cerować, do tego okazała się super mocna. Służyła mi długo i nigdy się nie zepsuła. Bardzo dobrze ją wspominam, praca dzięki niej była miła i prosta. To właśnie na niej powstały moje pierwsze obrazy inspirowane maskami Picassa, które zdobią ściany mojego domu do tej pory.

Overlock trzynitkowy ma już ponad trzydzieści lat i służy dalej. Cały mechanizm nigdy nie zawiódł, popękały jedynie plastikowe pokrętła do naprężania nici.

Dzięki takiej maszynie nasze twory szyciowe mają ładne wykończenie w środku. Można szyć dzianiny rozciągliwe, regulować również gęstość i szerokość ściegu.

Zamocowany nóż przy stopce pozwala przycinać podczas pracy nitki i trzymać prostą linię. Pod warunkiem, że nie zjedziemy w inną stronę:)

I w końcu profesjonalne maszyny do szycia

Dwanaście lat temu do domu przyniosłam Elnę 7300. Seria tych maszyn, która weszła w tym czasie na rynek była bardzo droga, ale najważniejsze – bardzo dobra! Ma metalowy dobry mechanizm, pracuje nienagannie i pozwoliła mi tworzyć prace, o których wcześniej nie śniłam. To na niej powstały pierwsze torby, nauczyłam się też haftować. Jak??? Wystarczyło założyć odpowiednią stopkę, włożyć tkaninę w tamborek, obrać wzór i ustawić ścieg zygzakowy. Polecam, spróbujcie, bo haft wychodzi naprawdę cudnie, a do tego to świetna zabawa! Trochę jak malarz z pędzlem przy płótnie:) Haftując w ten sposób nie korzystam z gotowych wzorów. Po prostu rysuję mydełkiem krawieckim to, co chcę zrobić.

“Pan doktor” od maszyn

Tak jak oddajemy auta do przeglądu, tak i ja serwisuję maszyny u zaprzyjaźnionego Pana mechanika. Taki fachowiec jest cenny dla naszych urządzeń, a tym samym dla nas, dlatego proponuję Wam sobie takiego znaleźć. Szkoda mi się zrobiło mojej Elny, gdy dostała pod stopkę gruby dżins. Wtedy pomyślałam o maszynie przemysłowej.

I tu doświadczenie pana mechanika okazało się bezcenne. Znalazł mi taką maszynę, oczywiście używaną. Zamienił silnik na energooszczędny, zainstalował w mojej pracowni i tak od kilku lat pracuję na maszynie firmy Brother DB2-15755-3A. To był strzał w dziesiątkę!

Szybka w pracy, cicha i przeszywa takie grubości tkaniny, że aż miło patrzeć. Dżins jest grubą materią, ale moja maszyna po założeniu odpowiedniej igły idzie jak burza.

Overlock Juki MO-6700

Do szycia dzianin i obrzucania używam overlocka firmy Juki MO-6700 czteronitkowego. To również maszyna przemysłowa i też z odzysku, tu znowu pomógł mi już wspomniany Pan mechanik:) Oczywiście ma ona zamocowany silnik energooszczędny. Wszystkim, którzy dużo pracują i lubią wydajność swojej pracy polecam maszyny przemysłowe. Te stare egzemplarze to mocne maszyny robione na oryginalnych częściach. Nie marudzą jak dużo szyjecie, ale zalecam zmiany silników. To nie jest duży koszt, a oszczędności spore, no i możemy sobie słuchać dobrej muzyki podczas pracy:)

Brother NV900

W mojej pracowni od niedawna jest jeszcze maszyna do szycia z hafciarką, firmy Brother model NV900. To maszyna delikatna, ale spokojnie mogę ją polecić osobom, które szyją i lubią ozdabiać swoje prace haftem lub ciekawymi ściegami. Wbudowany moduł pozwala na tworzenie ładnych wzorów haftu, trzeba jednak zmieniać nitki gdy nasza praca ma być kolorowa. Wiadomo coś za coś:)

Maszyny do szycia to nie wszystko…

Mam jeszcze jedną fajną rzecz – to nóż krawiecki krojczy tarczowy. Gdy dużo kroimy, zwłaszcza grube tkaniny to nasze palce pokrywają się odciskami od nożyczek. Nóż elektryczny w takiej sytuacji może oszczędzić nasze dłonie, do tego kroi kilka warstw tkanin na raz. Nie podam modelu, bo się wytarł, ale wiem że pochodzi z Węgier i jest też moim nabytkiem z drugiej ręki. Jego atutem jest to, że można samemu go ostrzyć🙂

Na początek nowa czy używana?

Zaprezentowałam Wam cały mój park maszynowy, który ułatwia mi pracę. Nie będę opisywała, że żelazko czy dobre nożyczki to również ważna sprawa, aby tworzyć z przyjemnością. Gdy mamy złe urządzenia, niewyregulowane tak, jak powinny być, to będziemy się męczyć i zniechęcać do dalszej pracy. Będziemy się denerwować, pruć i rozkładać ręce, a nasze plany legną w gruzach. Czasem wystarczy, że odwrotnie założymy igłę i zaraz się wściekamy. Jeszcze jedno kochani. Jeżeli jesteście początkującymi szyjącymi, to nie rzucajcie się na te nowe maszyny napakowane elektroniką, tylko kupcie używaną i prostą maszynę. Jak dojdziecie do wprawy i zapoznacie się z jej nieskomplikowaną techniką, to wtedy możecie zainwestować w tę wymarzoną.

Podzielcie się proszę czy mój wpis jest dla Was pomocny. A może macie jakieś techniczne pytania? Albo chcecie uszyć torebkę? 😉