Wiejski dom kultury – codzienność zamiast definicji z ustawy
Miejsce, ludzie, sieć relacji – prosta, żywa definicja
Wiejski dom kultury w praktyce to nie adres, pieczątka i statut. To przestrzeń, w której krzyżują się ścieżki mieszkańców: dzieci po szkole, seniorów po zakupach, gospodyń po pracy w polu i nowych mieszkańców, którzy dopiero szukają dla siebie miejsca. Formalnie instytucja ma regulamin, dyrektora i budżet, ale w codziennym doświadczeniu ludzi ważniejsze jest, czy można tam przyjść „tak po prostu”, czy ktoś porozmawia, czy jest gdzie usiąść, czy coś się dzieje.
Najprostsza robocza definicja: wiejski dom kultury to lokalny węzeł relacji, który wykorzystuje kulturę jako pretekst do spotkania. Raz będzie to próba zespołu ludowego, raz projekcja filmu, innym razem szkolenie z wypełniania e-wniosków. Sam budynek – nawet duży i wyremontowany – bez ludzi, którzy nadają mu sens, pozostaje pustą salą z kluczami u sołtysa.
Na poziomie codzienności widać też, że wiejski dom kultury pełni rolę „radaru” nastrojów wsi. Animator kultury często jako pierwszy słyszy o konflikcie, problemie z młodzieżą, potrzebie wsparcia rodziny czy planowanej inicjatywie. Dzięki temu może reagować, zanim sprawy wymkną się spod kontroli – organizując spotkanie mediacyjne, warsztat z psychologiem czy po prostu dając ludziom miejsce do rozmowy.
Miasto a wieś – inne skale, inne oczekiwania
Dom kultury w dużym mieście konkuruje z kinami, teatrami, galeriami, klubami i centrami handlowymi. Na wsi bywa jedyną instytucją kultury w promieniu kilkunastu kilometrów. Ta różnica skali powoduje, że oczekiwania wobec wiejskiego domu kultury są szersze, a odpowiedzialność – większa. Mieszkańcy często traktują go jak połączenie biblioteki, świetlicy środowiskowej, centrum informacji i miejsca rozrywki dla całej rodziny.
W praktyce oznacza to, że program domu kultury na wsi musi być bardziej „wielozadaniowy”. Jednego dnia sala służy jako miejsce prób chóru, drugiego – jako miejsce zebrań wiejskich, trzeciego – jako sala zabaw dla dzieci i kawiarenka dla rodziców. W mieście funkcje te rozkładają się na kilka różnych instytucji. Tu – wszystko kumuluje się w jednym miejscu, z jedną kadrą i jednym budżetem.
Inny jest też charakter relacji. W dużej instytucji miejskiej uczestnik zajęć bywa anonimowy: zapisuje się, przychodzi, odchodzi. Na wsi „wszyscy wszystkich znają”. To ogromny atut przy budowaniu zaufania, ale też wyzwanie, gdy trzeba zmierzyć się z konfliktem czy trudnym tematem – bo spotkamy się potem w sklepie, kościele, na przystanku.
Mit: „To tylko sala na wesela” – faktyczne funkcje domu kultury
Popularne przekonanie, że wiejski dom kultury istnieje głównie po to, by wynajmować salę na wesela i komunie, bierze się z lat, gdy był to jedyny stały przychód, ratujący budżet instytucji. Rzeczywistość jest bardziej złożona. Wynajem sali może być potrzebnym źródłem finansowania, ale roli domu kultury nie da się zredukować do funkcji bankietowej.
Oprócz imprez prywatnych, dom kultury prowadzi zajęcia edukacyjne, organizuje święta wiejskie, wspiera koła gospodyń, współtworzy lokalne projekty z NGO, przygotowuje wnioski grantowe, dokumentuje historię wsi, opiekuje się biblioteką, jest punktem informacji turystycznej, a czasem nawet centrum kryzysowym (np. w czasie powodzi czy przerw w dostawie prądu). To wszystko dzieje się często w tym samym budynku, w tych samych czterech ścianach.
Rzeczowy test jest prosty: jeśli po roku funkcjonowania domu kultury da się wskazać konkretne osoby, których życie stało się bogatsze, bardziej zakorzenione i lepiej zintegrowane z sąsiadami, to znaczy, że instytucja robi coś więcej niż „wynajem sali”. Jeśli jedynym śladem działalności są faktury za wesela – mamy problem, który trzeba nazwać po imieniu.
Przykład wiejskiego „kombinatu kultury”
W wielu gminach jedna instytucja łączy funkcje domu kultury, biblioteki, świetlicy i ośrodka informacji. W tygodniu przed południem sala służy grupie senioralnej – gimnastyka, spotkanie przy kawie, wspólne śpiewanie. Po południu przejmują ją dzieci z zajęć plastycznych, równolegle w czytelni bibliotekarka pomaga licealistom szukać materiałów do prezentacji. Wieczorem w tym samym budynku lokalne stowarzyszenie organizuje spotkanie o odnawialnych źródłach energii, a w weekend odbywa się jarmark produktów lokalnych.
W takim modelu wiejski dom kultury staje się faktycznym centrum życia społecznego – nie tylko kultury w wąskim rozumieniu. To również miejsce, gdzie mieszkańcy przychodzą zapytać o dotację na przydomową oczyszczalnię, sprawdzić ogłoszenia o pracy sezonowej czy wypełnić wniosek o 500+. Formalnie nie wszystko jest w jego kompetencjach, ale symbolicznie jest to „drzwi wejściowe” do wielu usług publicznych.

Historyczne role wiejskich domów kultury – od świetlicy po centrum społeczności
Od domów ludowych do GOK-ów – skąd się wzięły wiejskie domy kultury
Początki instytucji, które dziś nazywamy wiejskimi domami kultury, sięgają jeszcze okresu zaborów i dwudziestolecia międzywojennego. Domy ludowe, świetlice, czytelnie ludowe tworzyły organizacje społeczne, ruch ludowy, Kościół czy lokalne elity. Chodziło o podnoszenie poziomu oświaty, walkę z analfabetyzmem, krzewienie kultury narodowej i integrację wsi.
Po 1945 r. państwo przejęło tę tradycję, nadając jej nową formę. W latach 50. i 60. powstają pierwsze gminne ośrodki kultury (GOK), często budowane w czynie społecznym. W wielu wsiach powstawały także klubokawiarnie, świetlice zakładowe PGR czy ośrodki kultury rolniczej. Instytucje te łączyły elementy autentycznej pracy kulturalnej z zadaniami propagandowymi.
Z biegiem czasu sieć tych placówek zagęszczała się, a ludzie przyzwyczajali się, że „coś się dzieje w domu kultury”: próby zespołu, kino objazdowe, akademie ku czci rocznic państwowych, kursy szycia czy wieczorki taneczne. Geneza instytucji jest więc mieszana – oddolna i odgórna jednocześnie, co do dziś wpływa na jej wizerunek.
Wpływ PRL – ideologia a realne potrzeby wsi
System PRL mocno ingerował w funkcjonowanie domów kultury. Oficjalnie miały one być narzędziem „upowszechniania kultury socjalistycznej”, w praktyce kadra lawirowała między oczekiwaniami aparatu partyjnego a potrzebami mieszkańców. Organizowano obowiązkowe akademie i odgórne konkursy, ale obok nich rozwijały się autentyczne zespoły folklorystyczne, chóry kościelne działały nieformalnie, a w świetlicach toczyły się zwykłe rozmowy sąsiedzkie.
Mit, że dom kultury był wtedy „ręką partii” jest tylko częściowo prawdziwy. W wielu miejscach dyrektorzy i instruktorzy wykorzystywali przestrzeń instytucji do pielęgnowania lokalnej tradycji, często wbrew oficjalnym wytycznym. Z drugiej strony, realnie część zajęć miała element przymusu: uczestnictwo młodzieży kontrolowano, szkoły „dowodziły” klasy na uroczystości, a program bywał schematyczny.
Do dziś w pamięci starszych mieszkańców funkcjonują obrazy „akademii z recytacją” i obowiązkowego śpiewania pieśni, co rzutuje na ich stosunek do współczesnych wydarzeń. Animatorzy kultury muszą się z tym dziedzictwem mierzyć – udowadniając, że obecna oferta nie jest kontynuacją przymusowej „masówki”, tylko propozycją dobrowolnego uczestnictwa.
Stereotyp „nudnego domu kultury z akademiami” nadal bywa silny. Przełamanie go wymaga konsekwentnego budowania nowego wizerunku: ciekawych wydarzeń, aktywnej obecności w sieci, otwartości na młodzież, partnerstw z lokalnymi liderami. Tu pomocne są inspiracje z innych ośrodków – opisywane choćby na portalach takich jak Polska Kultura i Sztuka, gdzie widać, jak podobne instytucje szukają swojej nowej roli.
Po 1989 r. – między utratą finansowania a wolnością programową
Transformacja ustrojowa przyniosła wiejskim domom kultury dwie sprzeczne tendencje. Z jednej strony, zniknęło centralne sterowanie programem: instytucje zyskały większą autonomię, mogły współpracować z organizacjami pozarządowymi, włączać się w europejskie programy, reagować na lokalne potrzeby bez oglądania się na „plan pracy zatwierdzony w komitecie”.
Z drugiej strony, nastąpił poważny kryzys finansowy. Likwidacja PGR-ów, ograniczenie dotacji z budżetu centralnego, przerzucenie odpowiedzialności na samorządy i rosnące koszty utrzymania budynków sprawiły, że wiele ośrodków stanęło na granicy przetrwania. W wielu wsiach budynki popadły w ruinę, a kadry zredukowano do minimum.
To właśnie w latach 90. utrwalił się mit, że dom kultury „przetrwa, wynajmując salę na wesela” – bo przez pewien czas rzeczywiście to najem komercyjny ratował budżet. Kosztem wygaszania działalności programowej. Dziś, gdy pojawiły się fundusze unijne i krajowe programy dla kultury, wiele gmin próbuje na nowo zdefiniować rolę domu kultury, odchodząc od modelu „sal-weselnych” w stronę nowoczesnych centrów animacji.
Mit: „kiedyś każdy chodził do domu kultury” – trzeźwe spojrzenie
Często powtarza się narrację: „Za mojej młodości wszyscy chodzili do domu kultury, a teraz nikogo nie ma”. Po bliższym przyjrzeniu się okazuje się, że i dawniej frekwencja była mocno zróżnicowana. Część wydarzeń była obowiązkowa (szkolne akademie, próby zespołu z przydziału), część przyciągała, bo nie było alternatywy (brak internetu, kanałów TV, wyjazdów). Nie oznacza to automatycznie wyższego poziomu zaangażowania.
Rzeczywistość: dziś ludzie mają więcej możliwości i bardziej świadomie wybierają, gdzie pójść. Nie zjawią się tylko dlatego, że „coś jest”. Trzeba im zaproponować konkretną wartość – autentyczną, zakorzenioną w lokalnym kontekście, z szacunkiem dla ich czasu. To, że „nie ma przymusu” jest wymagające dla kadry, ale w dłuższej perspektywie prowadzi do głębszego, bardziej autentycznego uczestnictwa.
Dziedzictwo dawnych czasów – architektura, kadry, stereotypy
Architektura wielu wiejskich domów kultury wciąż nosi piętno PRL: masywne bryły, często przeprojektowane hale, duże sceny, wąskie zaplecza, słaba akustyka. Z jednej strony bywa to obciążeniem (koszty ogrzewania, brak małych sal), z drugiej – daje potencjał: duża scena pozwala organizować koncerty, przeglądy, próby teatrów i orkiestr. Coraz częściej gminy przeprowadzają modernizacje, adaptując przestrzenie na bardziej elastyczne.
Ważnym dziedzictwem są też kadry – część obecnych pracowników zaczynała karierę jeszcze w latach 80. Mają ogromną wiedzę o lokalnej społeczności, ale nie zawsze łatwo adaptują się do nowych metod pracy, digitalizacji, współpracy projektowej. Zderzenie pokoleń w zespole bywa trudne, ale przy dobrej komunikacji prowadzi do synergii: doświadczenie + świeże pomysły.
Dom kultury jako nośnik lokalnej tożsamości i pamięci
Kroniki, zbiory, wystawy – porządkowanie lokalnej historii
Tożsamość lokalna nie buduje się z ogólnych haseł, tylko z konkretnych historii: o ludziach, miejscach, wydarzeniach. Wiejski dom kultury ma idealne warunki, by te historie zbierać i porządkować. Najprostsze narzędzia to: kronika miejscowości, archiwum fotograficzne, nagrania rozmów ze świadkami historii, wystawy poświęcone dawnym rzemiosłom czy ważnym postaciom.
Dobrze prowadzona kronika to coś więcej niż album z wycinkami. To ciągły projekt, w który można włączać szkołę, parafię, koła gospodyń, straż pożarną. W praktyce sprawdza się model, w którym każda organizacja raz w roku przygotowuje „swój” rozdział: opis wydarzeń, zdjęcia, krótkie komentarze. Dom kultury koordynuje całość, dba o spójność i dostępność.
Wystawy lokalne nie muszą być profesjonalnymi muzealnymi ekspozycjami. Kilkanaście dobrze opisanych zdjęć, mapka wsi z zaznaczonymi dawnymi nazwami pól, fragment wspomnień spisanych przez seniorów – to już materiał, który uruchamia wyobraźnię i rozmowę. Kluczowe, by mieszkańcy widzieli w nim swoją historię, a nie odtworzony „gotowiec” z internetu.
Dziedzictwo niematerialne: gwara, pieśni, przepisy, opowieści
Najbardziej ulotna, a jednocześnie najcenniejsza warstwa lokalnej tożsamości to dziedzictwo niematerialne: sposób mówienia, rodzinne przepisy, przyśpiewki, zwyczaje świąteczne, obrzędy rodzinne i gospodarskie. Wbrew przekonaniu, że „to się samo jakoś zachowa”, doświadczenie pokazuje, że bez świadomego działania te elementy znikają w jednym pokoleniu.
Wiejski dom kultury może działać na kilku poziomach:
- organizować warsztaty śpiewu tradycyjnego prowadzone przez lokalne śpiewaczki,
Między tradycją a współczesnością – jak nie „zamrozić” kultury ludowej
Częsty błąd to traktowanie tradycji jak eksponatu za szkłem: raz w roku występ „w strojach”, odśpiewanie kilku pieśni, zdjęcie do gazety i koniec. Taka forma szybko się wyczerpuje – młodzież widzi w niej dekorację, a nie żywą część swojego życia. Zadanie domu kultury polega raczej na przekładaniu tradycji na współczesny język, niż na jej muzealnym odtwarzaniu.
Przykład z praktyki: zamiast klasycznego „pokazu stroju ludowego” organizuje się warsztat projektowania współczesnych ubrań inspirowanych lokalnym haftem. Seniorzy przynoszą oryginalne elementy stroju, młodzi przenoszą wzory do programów graficznych, a efektem jest wspólna mini-kolekcja nadruków na torby czy bluzy. To inny poziom zaangażowania niż samo „obejrzenie występu”.
Mit, że „albo mamy czystą tradycję, albo ją psujemy nowoczesnością”, rzadko wytrzymuje zderzenie z rzeczywistością. Tradycja zawsze się zmieniała: dawne pieśni miały nowe zwrotki dopisywane do aktualnych wydarzeń, stroje dostosowywano do dostępnych materiałów. Wiejski dom kultury może tę dynamikę uświadamiać i pokazywać, że wierność źródłu nie oznacza skansenu, tylko szacunek do miejsca, z którego się wychodzi.
Wspólne świętowanie – obrzędy, rocznice, lokalne „małe święta”
Święta kalendarzowe i rodzinne to jeden z najmocniejszych nośników lokalnej tożsamości. W wielu wsiach dom kultury współorganizuje dożynki, odpust, wigilię gminną, Dzień Strażaka czy święta patronalne. Różnica między „odfajkowanym wydarzeniem” a prawdziwym świętem polega na tym, kto ma głos przy planowaniu.
Sprawdza się prosty mechanizm: spotkanie przedstawicieli różnych środowisk (KGW, OSP, rada sołecka, szkoła, parafia, grupy nieformalne) i wspólne ustalenie, co jest dla nich kluczowe. Czasem okaże się, że mieszkańcy bardziej potrzebują konkursu na najładniej przystrojoną zagrodę niż występu gwiazdy disco polo. Innym razem – że poza oficjalnym programem potrzebna jest spokojna przestrzeń na rozmowę i integrację.
Dom kultury może też inicjować tzw. „małe święta”: dzień lokalnej potrawy, przegląd opowieści rodzinnych, wieczór kolęd śpiewanych domowym sposobem, a nie z playbacku. Wtedy tradycja przestaje być wielkim „eventem” raz w roku, a staje się nitką przewijającą się przez codzienność wsi.
Pamięć miejsc trudnych – jak mówić o historii bez lukru
Nie każda lokalna historia jest wygodna: wysiedlenia, PGR-y, konflikty sąsiedzkie, bieda, napięcia religijne. Instytucje kultury często omijają te wątki, obawiając się sporów. Tymczasem pomijanie trudnych doświadczeń osłabia autentyczność opowieści o miejscu. Wiejski dom kultury ma potencjał, by stać się przestrzenią bezpiecznej rozmowy – z szacunkiem, ale bez udawania, że „nic takiego nie było”.
Dobrym narzędziem są intergeneracyjne spotkania „pamiętam, jak…”, moderowane przez doświadczonego animatora. Nie chodzi o publiczną spowiedź, lecz o zebranie różnych perspektyw: tych, którzy pamiętają okupację, PRL, transformację, wejście do UE. Z takich spotkań może powstać publikacja, słuchowisko, wystawa – jednak najważniejszy jest sam proces mówienia i słuchania.
Przekonanie, że „o sporach się nie mówi, bo tylko się je odświeża”, bywa wygodne, ale krótkowzroczne. Niewypowiedziane historie i tak żyją w plotkach i półsłówkach. Lepiej, by dom kultury pomógł nadać im formę rozmowy o doświadczeniu, a nie o „winnych”.

Edukacja kulturalna na wsi – od kółka teatralnego po cyfrowe kompetencje
Tradycyjne formy – kółka zainteresowań, zespoły, konkursy
Podstawowy obraz edukacji kulturalnej na wsi to wciąż kółko teatralne, chór, zespół taneczny, plastyka i czasem orkiestra dęta. Te formy nie są przeżytkiem, pod warunkiem że nadąża za nimi sposób pracy. Dzieci i młodzież oczekują dziś dialogu, poczucia sprawczości, możliwości współtworzenia scenariusza – nie biernego wykonywania poleceń instruktora.
W praktyce oznacza to choćby wspólne tworzenie scenariusza spektaklu opartego na lokalnych wątkach, zamiast odgrywania gotowej farsy z internetu. Uczestnicy mogą zbierać historie od dziadków, inspirować się miejską legendą, lokalnym bohaterem, nawet memami – byle finalnie powstał spektakl „nasz”, a nie skopiowany.
Konkursy recytatorskie czy plastyczne również zyskują, jeśli mają sens lokalny. Temat „Moja wieś za 20 lat”, „List do pradziadka” czy „Rzeka w naszej historii” buduje większe zaangażowanie niż kolejne zadane z góry hasło patriotyczne, bez związku z codziennością uczestników.
Edukacja medialna i cyfrowa – smartfon jako narzędzie kultury
Mit głosi, że „młodzież wpatrzona w telefony straciła kontakt z kulturą”. W praktyce to, co dzieje się w sieci, jest dziś jednym z głównych pól działań kulturalnych. Wiejski dom kultury może wykorzystać smartfony i internet jako naturalne narzędzia edukacji, a nie wroga, z którym trzeba walczyć.
Proste pomysły:
- warsztaty tworzenia krótkich filmów o wsi – od scenariusza, przez nagrywanie, po montaż i publikację,
- fotospacery dokumentujące zmiany w przestrzeni: „jak wyglądała ulica 10 lat temu, a jak dziś?”,
- kursy podcastowe – nagrywanie rozmów z seniorami, lokalnymi rzemieślnikami, liderami.
Takie działania rozwijają techniczne umiejętności, ale też uczą krytycznego myślenia: co warto pokazać, jak opowiadać o innych z szacunkiem, jak dobierać źródła informacji. Dom kultury może w ten sposób przeciwdziałać powierzchownemu korzystaniu z sieci, nie wchodząc w rolę moralizatora.
Współpraca ze szkołą – partner, a nie „sala do akademii”
Relacja dom kultury – szkoła często bywa sprowadzana do wynajmu sali na akademie i jasełka. Tymczasem potencjał jest znacznie większy. Jeśli nauczyciele i animatorzy traktują się jako partnerzy, a nie „zlecający” i „wykonawcy”, można budować spójne programy edukacyjne.
Dobrym rozwiązaniem są wspólne projekty roczne, łączące edukację formalną i pozaformalną. Przykładowo: projekt „Rzeka jako nasz wspólny temat” – w szkole lekcje geografii i biologii, w domu kultury warsztaty fotograficzne, wywiady z mieszkańcami pamiętającymi dawne spływy, finałem wystawa i mini-festiwal nad wodą. Dzieci widzą, że wiedza szkolna ma przełożenie na realne działania.
Mit, że „szkoła już robi edukację, dom kultury nie jest potrzebny”, wynika często z braku komunikacji. Szkoła realizuje podstawę programową, dom kultury ma swobodę eksperymentu, pracy metodami projektowymi, działania „na boki”. Połączenie tych dwóch światów bywa trudne organizacyjnie, ale przynosi realne efekty w postaci większej sprawczości uczniów.
Edukacja dorosłych i seniorów – uczenie się przez całe życie
Wiejski dom kultury coraz częściej staje się miejscem, gdzie uczą się dorośli: od obsługi komputera, przez języki obce, po zajęcia z rękodzieła czy historii regionu. Nie jest to „fanaberia”, ale odpowiedź na realne potrzeby: cyfryzacja urzędów, bankowości, służby zdrowia sprawia, że brak kompetencji cyfrowych wyklucza z wielu sfer życia.
Praktyka pokazuje, że kursy komputerowe dla seniorów najlepiej działają, gdy są oparte na konkretnych sytuacjach: „jak zapisać się do lekarza”, „jak sprawdzić rozkład jazdy”, „jak wysłać zdjęcie wnukowi”. Zamiast abstrakcyjnych instrukcji uczestnicy uczą się poprzez rozwiązywanie własnych problemów. Dom kultury może zapewnić sprzęt, internet i opiekę instruktora, a także – co równie ważne – atmosferę, w której nie wstyd zadać „prostego” pytania.
Dorośli chętnie uczestniczą również w zajęciach rozwijających pasje: fotografia, ogrodnictwo, genealogia, taniec. Kluczem jest elastyczność godzin (wieczory, weekendy) i brak szkolnego tonu. Dom kultury, który oferuje dorosłym „kurs z oceną” i testem, szybko ich traci; ten, który tworzy społeczność uczących się, zyskuje wiernych uczestników.
Integracja społeczna i budowanie relacji – dom kultury jako „trzecie miejsce”
Co to znaczy „trzecie miejsce” na wsi?
Pojęcie „trzeciego miejsca” opisuje przestrzeń, która nie jest ani domem, ani pracą, a mimo to stanowi naturalny punkt spotkań. Na wsi tradycyjnymi trzecimi miejscami były sklep, remiza, ławka przed domem. Wiejski dom kultury może dołączyć do tego grona, ale nie dzieje się to automatycznie tylko dlatego, że budynek stoi i ma regulamin.
Żeby mieszkańcy zaczęli zaglądać „tak po prostu”, potrzebna jest otwartość w godzinach, dostępność bez konieczności wcześniejszego zapisu i atmosfera niewymuszonej gościnności. Kącik z kawą i herbatą, kilka wygodnych krzeseł, półka z grami planszowymi, możliwość skorzystania z Wi-Fi – to drobiazgi, które sygnalizują: „możesz tu być, nawet jeśli nic dziś nie ma w programie”.
Mit, że „ludzie przyjdą, jeśli zrobimy super wydarzenie raz na jakiś czas”, podsuwa łatwe rozwiązanie, ale nie buduje relacji. Prawdziwa integracja rodzi się z powtarzalności: cotygodniowe spotkania, cykle, dyżury, otwarte próby zespołów. Dom kultury staje się wtedy miejscem, gdzie „zawsze ktoś jest” – nawet jeśli akurat nie odbywa się wielka impreza.
Neutralny grunt – przestrzeń ponad podziałami
Na wsi wiele relacji jest zdefiniowanych przez role: „kto z kim chodzi do kościoła”, „kto jest w jakiej partii”, „kto czyj jest zięć”. Dom kultury ma szansę być przestrzenią, w której te podziały zostają na zewnątrz. Warunkiem jest konsekwentne budowanie neutralności i otwartości: brak agitacji politycznej, jasne zasady współpracy z różnymi środowiskami, równe traktowanie inicjatyw.
Dobrym uzupełnieniem będzie też materiał: Domy kultury w XXI wieku – renesans czy kryzys? — warto go przejrzeć w kontekście powyższych wskazówek.
Dobrym narzędziem są projekty międzysektorowe: wspólne działania szkoły, parafii, OSP, KGW, stowarzyszeń, nieformalnych grup młodzieżowych. Jeśli przy jednym stole planują wydarzenie osoby, które normalnie mijają się z dystansem, rodzi się szansa na zmianę relacji. Dom kultury pełni wtedy rolę mediatora, choć nie w sensie formalnym, lecz poprzez budowanie sprzyjających warunków do współpracy.
Oczywiście, napięcia i konflikty nie znikają magicznie. Czasem wręcz ujawniają się bardziej wyraźnie przy wspólnych działaniach. Zadaniem animatora nie jest ich natychmiastowe „naprawianie”, lecz takie prowadzenie procesu, by każdy czuł się wysłuchany i miał wpływ na efekt. To wymaga umiejętności miękkich, których nie da się zastąpić najnowszym sprzętem czy pięknym budynkiem.
Praca z grupami „niewidocznymi” – ci, których łatwo pominąć
W statystykach frekwencji najczęściej widać dzieci, młodzież i seniorów. Często umykają grupy, które nie przychodzą same: osoby z niepełnosprawnościami, rodzice małych dzieci, migranci zarobkowi, młodzi dorośli pracujący poza gminą. Jeśli dom kultury ogranicza się do czekania, aż ktoś sam przekroczy próg, te środowiska pozostaną na marginesie.
Praktyczne podejście zakłada wyjście poza budynek: dyżury animatora w świetlicy wiejskiej oddalonej od centrum, współpraca z klubem seniora, z organizacjami wspierającymi osoby z niepełnosprawnościami, kontakt z pracodawcami zatrudniającymi cudzoziemców. Czasem wystarczy zapytać: „co możemy zrobić razem?” i cierpliwie słuchać, zamiast od razu proponować gotowe zajęcia.
Przykładem może być cykl spotkań dla rodziców z małymi dziećmi: poranki z animacją dla maluchów połączone z krótkimi warsztatami dla dorosłych (np. fotografia, joga, rękodzieło). Dzięki temu rodzice nie muszą wybierać między „czasem dla siebie” a opieką nad dzieckiem. To prosty sposób, by włączyć do życia kulturalnego osoby, które często mają poczucie, że „to nie dla nich”.
Wolontariat i współtworzenie – od publiczności do gospodarzy
Prawdziwa integracja zaczyna się wtedy, gdy mieszkańcy przechodzą drogę od roli widzów do roli współorganizatorów. Wolontariat w domu kultury to coś więcej niż „pomoc przy krzesłach”. To okazja, by młodzież, dorośli i seniorzy współtworzyli program, uczyli się odpowiedzialności i wpływu.
Systematyczny program wolontariatu może obejmować różne role: wsparcie techniczne przy wydarzeniach, prowadzenie mediów społecznościowych, dokumentację foto-wideo, opiekę nad wystawami, pomoc przy zajęciach dla dzieci, a nawet współprowadzenie wybranych warsztatów przez osoby z pasją. Ważne, by wolontariusze mieli realne zadania, a nie „symboliczną legitymację”.
Mit, że „na wsi nikt nie chce działać społecznie”, często wynika z doświadczenia pracy w modelu, gdzie od wolontariuszy oczekuje się jedynie bezdyskusyjnego wykonywania poleceń. Jeśli są traktowani po partnersku, mają wpływ na decyzje i widzą efekty swojej pracy, zaangażowanie rośnie. Dom kultury może być dla nich szkołą współodpowiedzialności za wspólną przestrzeń.
Codzienne rytuały – małe rzeczy, które budują wspólnotę
Gościnność w praktyce – jak organizować przestrzeń na co dzień
Codzienne rytuały nie zadzieją się w pustce. Muszą mieć swoje „scenografie”: konkretne miejsca i zasady, które sprzyjają spotkaniom. W wielu wiejskich domach kultury przestrzeń jest podporządkowana „wydarzeniom”: krzesła ustawione w rzędy, scena, projektor, dekoracje po ostatniej akademii. Taki układ onieśmiela, sugeruje, że kto nie jest „na widowni”, ten przeszkadza.
Przesunięcie akcentów w stronę gościnności oznacza prostą zmianę myślenia: mniej sceny, więcej stołów. Kilka stolików z krzesłami, przy których można usiąść z kawą, planszówką, laptopem. Kącik dla dzieci z dywanem i kilkoma zabawkami, żeby rodzice mogli spokojnie porozmawiać. Tablica z bieżącymi ogłoszeniami, na której także mieszkańcy mogą coś powiesić – nie tylko instytucja.
Mit mówi: „nie mamy pieniędzy na wyposażenie, więc nic się nie da zrobić”. Rzeczywistość pokazuje, że często ważniejsze jest przestawienie istniejących mebli, niż zakup nowych. Zamiast kolejnego kompletu krzeseł konferencyjnych – odważna decyzja, by wydzielić strefę swobodnego przebywania, gdzie nie obowiązuje teatralna cisza i nikt nie goni dzieci.
Mikro-wydarzenia zamiast wielkich festynów
Duże festyny, dożynki, gminne dni miejscowości są widoczne, efektowne i politycznie nośne. Łatwo uwierzyć, że to one „robią” kulturę. Tymczasem spoiwem relacji bywa raczej coś znacznie mniejszego: czwartkowe granie w planszówki, poranne zajęcia ruchowe, comiesięczne spotkanie klubu książki. Mniej błysku, więcej powtarzalnego kontaktu.
W praktyce opłaca się planować kalendarz tak, by obok „wielkich” imprez znalazło się miejsce na cykle mikro-wydarzeń: otwarte próby zespołu, w które można się „wślizgnąć” z ciekawości; krótki, półgodzinny „podwieczorek z historią” prowadzony przez lokalnego pasjonata; dyżur „pytania o telefon” dla seniorów raz w tygodniu. Takie małe formy zużywają mniej energii organizacyjnej, a budują stałą obecność.
Mit, że „ludzie przyjdą tylko na coś dużego i darmowego z kiełbasą”, słabo wytrzymuje zderzenie z doświadczeniem domów kultury, które zainwestowały w mikro-ofertę. Okazuje się, że część mieszkańców szuka właśnie spokojnych, kameralnych, powtarzalnych spotkań – byle nie trzeba było za każdym razem „robić wielkiego wyjścia”.
Rola animatora – gospodarz, słuchacz, tłumacz światów
Za każdym „trzecim miejscem” stoi człowiek lub mały zespół ludzi, którzy wiedzą, że ich rolą jest coś więcej niż obsługa sprzętu i podpisywanie list obecności. Animator w wiejskim domu kultury bywa jednocześnie gospodarzem, słuchaczem, tłumaczem między pokoleniami. To on decyduje, czy mieszkaniec wchodzący „tak po prostu” poczuje się jak intruz, czy jak gość.
W praktyce chodzi o drobne gesty: zaproszenie do stołu, przedstawienie się z imienia, zapamiętanie, że ktoś interesuje się ogrodnictwem i za miesiąc zaproponowanie mu współprowadzenia warsztatów. Animator, który pyta: „co pani lubi robić?” i naprawdę słucha odpowiedzi, uruchamia proces współtworzenia. Taki, który od razu proponuje gotowe kółko zainteresowań, często słyszy grzeczne „pomyślę” – i już tej osoby nie zobaczy.
Mit, że „dobry animator to urodzony showman”, bywa krzywdzący. Bardziej potrzebna jest cierpliwość, umiejętność stawiania pytań i przyjmowania krytyki, niż błyskotliwe prowadzenie imprez z mikrofonem. Wieś szybko weryfikuje fałsz: zaufanie buduje się nie na jednym „występie”, ale na ciągu codziennych, zwykłych spotkań.
Dom kultury jako miejsce dbania o dobrostan psychiczny
Mieszkańcy wsi mierzą się z przeciążeniem pracą, samotnością, kryzysem ekonomicznym czy rodzinnym równie często jak mieszkańcy miast, choć rzadziej o tym mówią. Dom kultury nie jest gabinetem terapeutycznym, ale może tworzyć przestrzeń, w której rozmowa o dobrostanie przestaje być tematem tabu.
Proste formy – krąg kobiet, „męskie pogaduchy” przy majsterkowaniu, warsztaty radzenia sobie ze stresem prowadzone we współpracy z psychologiem z pobliskiego miasta, klub filmowy z dyskusją o relacjach – otwierają temat w sposób naturalny. Nie trzeba od razu używać słowa „terapia”, żeby ludzie poczuli ulgę, że nie są sami ze swoimi problemami.
Część osób przyjdzie chętniej na warsztaty z „higieny cyfrowej”, „wypalenia w roli opiekuna” czy „rozmowy z nastolatkiem” niż na spotkanie z psychologiem nazwane wprost. Jeżeli dom kultury umie nazwać potrzeby bez piętnowania, staje się miejscem profilaktyki, a nie „pogotowiem kryzysowym”.
Partnerstwa lokalne – dzielenie się odpowiedzialnością
Wiejski dom kultury rzadko ma zasoby, by samodzielnie odpowiadać na wszystkie potrzeby społeczności. Rozsądną drogą jest budowanie sieci wsparcia z innymi lokalnymi podmiotami: szkołami, bibliotekami, kołami gospodyń, OSP, grupami nieformalnymi. Chodzi nie tylko o „załatwianie sali”, ale wspólne planowanie działań i dzielenie się ryzykiem porażki.
Jeśli chcesz pójść krok dalej, pomocny może być też wpis: Tadeusz Różewicz – minimalizm i trauma.
Dobry model partnerstwa zakłada jasny podział ról. Przykładowo: biblioteka odpowiada za wybór książek i prowadzenie dyskusji klubu czytelniczego, dom kultury zapewnia przestrzeń, promocję i dokumentację, szkoła zachęca uczniów do uczestnictwa w spotkaniach międzypokoleniowych. Każdy wnosi coś swojego, zamiast konkurować o frekwencję.
Mit, że „instytucje zabierają sobie nawzajem ludzi”, często wynika z braku rozmowy. W praktyce mieszkańcy wybierają to, co dla nich sensowne i dostępne czasowo, bez względu na logo organizatora. Wspólne projekty zdejmuje z barków domów kultury presję, by „mieć wszystko u siebie”, i pozwalają skupić się na tym, co robią najlepiej: animowaniu relacji i wspieraniu oddolnych inicjatyw.
Dom kultury a lokalna demokracja – przestrzeń rozmowy o sprawach publicznych
Wiejski dom kultury bywa jedynym miejscem w gminie, które ma szansę stać się neutralną przestrzenią rozmowy o sprawach publicznych. Nie chodzi o agitację czy organizowanie debat wyborczych w stylu telewizyjnym, lecz o codzienne praktyki: konsultacje planu zagospodarowania, spotkania z sołtysem, dyskusje o budżecie obywatelskim, warsztaty planowania przestrzeni.
Młodzieżowe rady gminy, rady sołeckie, organizacje pozarządowe zyskują miejsce, w którym mogą się spotkać i przygotować swoje inicjatywy. Dom kultury może też pełnić rolę tłumacza języka urzędowego: organizować spotkania, podczas których ktoś przystępnie wyjaśni, jak czytać uchwały, jak składać wnioski, jak zabrać głos na sesji rady gminy.
Niektórzy boją się, że takie działania wciągną dom kultury w bieżące spory polityczne. Kluczem jest przejrzystość zasad: przestrzeń otwarta dla różnych stron, brak zgody na agitację w trakcie wydarzeń kulturalnych, równy dostęp do sali dla różnych inicjatyw. Dzięki temu dom kultury nie staje się „siedzibą jednej opcji”, lecz miejscem, gdzie uczymy się rozmawiać mimo różnic.
Elastyczność wobec zmian – wiejski dom kultury w świecie kryzysów
Ostatnie lata pokazały, że stabilność to iluzja: pandemia, kryzys uchodźczy, gwałtowne zmiany gospodarcze. Wiejskie domy kultury, które potrafiły się szybko przeorganizować, stały się realnymi centrami wsparcia. Jedne szyły maseczki i pomagały w organizacji zdalnej nauki, inne koordynowały pomoc dla przyjezdnych rodzin czy organizowały zbiórki rzeczy.
Nie wymaga to ogromnych budżetów, ale gotowości, by tymczasowo zmienić priorytety. Sala, która dotąd służyła próbom chóru, na kilka tygodni zamienia się w magazyn darów; instruktor tańca pomaga w obsłudze infolinii informacyjnej; animator koordynuje sąsiedzką pomoc zakupową dla osób starszych. Te działania, choć „poza programem”, budują najbardziej trwały kapitał – zaufanie.
Mit, że dom kultury ma zajmować się wyłącznie „sztuką przez duże S”, nie pasuje do rzeczywistości małych społeczności. Instytucja, która trzyma się sztywno tylko „własnej branży”, bywa odbierana jako oderwana od życia. Taka, która potrafi reagować na kryzysy, nie traci tożsamości kulturalnej – raczej pokazuje, że kultura obejmuje też sposób, w jaki jesteśmy dla siebie w trudnych momentach.
Nowe technologie jako narzędzie, nie cel sam w sobie
Cyfryzacja wsi przyspiesza: lepszy internet, smartfony w kieszeniach, platformy streamingowe. Dom kultury może czuć pokusę, by gonić nowinki: studio nagrań, green screen, druk 3D. Technologie bywają użyteczne, ale same w sobie nie budują relacji. Najpierw potrzeba sensu: po co i z kim z tego korzystamy.
Dobrym punktem wyjścia jest przyjrzenie się realnym potrzebom. Młodzież, która i tak nagrywa filmiki, może dzięki wsparciu domu kultury nauczyć się lepszego montażu, świadomego korzystania z muzyki na licencjach, opowiadania lokalnych historii. Seniorzy zyskają na prostych szkoleniach z aplikacji zdrowotnych czy komunikatorów. Organizacje społeczne nauczą się robić transmisje z wydarzeń dla tych, którzy nie mogą przyjechać.
Nadmierne przywiązanie do sprzętu rodzi iluzję, że „jak kupimy, to ludzie przyjdą”. Praktyka pokazuje coś odwrotnego: najpierw trzeba mieć grupę i pomysł, dopiero potem dobierać narzędzia. Laptop, rzutnik i telefon z dobrą kamerą często wystarczą, jeśli stoi za nimi żywy proces i relacja z uczestnikami.
Młodzież jako współgospodarze, nie „problem do zagospodarowania”
Młodzi mieszkańcy wsi często słyszą, że „do niczego się nie garną” albo „ciągle siedzą w telefonach”. Tymczasem wiele konfliktów między instytucjami a młodzieżą wynika z prostego faktu: propozycje są tworzone bez ich udziału. Zaprasza się ich na gotowe zajęcia zamiast na etap wymyślania, co miałoby się dziać.
Praktycznym rozwiązaniem jest powołanie nieformalnej rady młodzieżowej przy domu kultury, otwartej dla chętnych, bez wyborów i biurokracji. Raz w miesiącu spotkanie przy pizzy, podczas którego młodzi mówią, czego potrzebują, a animator od razu zastanawia się z nimi, jak to realnie zrobić. Pierwsze projekty mogą być proste: turniej gier, koncert garażowych zespołów, legalne graffiti na ścianie budynku gospodarczego.
Mit, że „jak damy im decydować, to będzie chaos”, jest wygodnym usprawiedliwieniem bierności dorosłych. Młodzież też potrafi ponosić konsekwencje swoich pomysłów, jeśli traktuje się ją poważnie. Błąd, który pojawia się często, to rozdanie odpowiedzialności bez uprawnień – oczekiwanie, że młodzi „sami wszystko załatwią”, ale bez dostępu do sal, budżetu czy wsparcia technicznego. Współgospodarz to ktoś, kto ma i zadania, i narzędzia.
Między tradycją a zmianą – ciągłość, która nie jest skansenem
Wiejski dom kultury jako strażnik tradycji kojarzy się wielu osobom z obrazem zespołu ludowego, dożynek i rękodzieła. To ważne elementy, ale zatrzymanie się tylko na nich niesie ryzyko zamiany żywej kultury w skansen. Tradycja ma sens wtedy, gdy jest punktem odniesienia dla współczesności, a nie tylko rekonstrukcją „jak to kiedyś bywało”.
Łączenie tych dwóch światów jest możliwe na wiele sposobów. Warsztaty haftu mogą połączyć dawny wzór z nową formą – torby, koszulki, plakaty. Dawne pieśni mogą zabrzmieć w nowej aranżacji, nagrane w lokalnym studiu i wrzucone do sieci. Opowieści seniorów o pracy w polu mogą stać się inspiracją do gry terenowej dla młodzieży, która sprawdzi w terenie, jak wygląda krajobraz po latach.
Mit mówi, że „jak wpuścimy nowoczesność, to tradycja zginie”. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz odwrotny: jeśli tradycja nie znajdzie miejsca w nowych formach wyrazu, przestanie być obecna w życiu młodych. Dom kultury, który umie rozmawiać jednocześnie z seniorami i nastolatkami o sensie lokalnych zwyczajów, tworzy przestrzeń ciągłości – bez udawania, że świat się nie zmienia.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Co to jest wiejski dom kultury i czym różni się od miejskiego?
Wiejski dom kultury to lokalne centrum życia społecznego, w którym spotykają się mieszkańcy wsi w różnym wieku. To nie tylko budynek z regulaminem, ale przede wszystkim miejsce relacji – prób zespołów, zajęć dla dzieci, spotkań seniorów, zebrań wiejskich czy nieformalnych rozmów „po drodze z pracy”.
W porównaniu z miejskim domem kultury, wiejski ośrodek zwykle pełni więcej funkcji naraz: świetlicy, biblioteki, punktu informacji, czasem także miejsca interwencji kryzysowej. W mieście te zadania rozkładają się na kilka instytucji, na wsi skupiają się w jednym miejscu i jednej kadrze.
Jaką rolę pełni wiejski dom kultury w życiu lokalnej społeczności?
Wiejski dom kultury jest „węzłem” lokalnych relacji. To tu mieszkańcy organizują święta wiejskie, ćwiczą w zespołach folklorystycznych, uczą się obsługi e-usług, przygotowują projekty grantowe czy po prostu spotykają się na kawie. Często to właśnie animator kultury jako pierwszy słyszy o konflikcie, problemach młodzieży czy potrzebie wsparcia konkretnej rodziny.
Mit mówi, że dom kultury to tylko sala na imprezy. W praktyce jest to miejsce, które potrafi wzmocnić więzi sąsiedzkie, dać przestrzeń do rozmowy w trudnych momentach i pomóc mieszkańcom wspólnie działać – od jarmarku produktów lokalnych po dyskusję o odnawialnych źródłach energii.
Czy wiejski dom kultury to tylko „sala na wesela i komunie”?
Wynajem sali na wesela, komunie czy stypy bywa istotnym źródłem utrzymania, ale nie wyczerpuje roli domu kultury. W tygodniu w tym samym miejscu odbywają się zajęcia edukacyjne, próby zespołów, spotkania kół gospodyń, warsztaty dla dzieci i młodzieży, a także różne szkolenia, np. z wypełniania wniosków online.
Rzeczywistość jest więc inna niż popularny mit „salka na imprezy”. Najprostszy test: jeśli po roku działalności da się wskazać konkretne osoby, którym dom kultury pomógł się zakorzenić, poznać sąsiadów czy rozwinąć pasje, to znaczy, że instytucja wykracza daleko poza rolę bankietową. Jeśli jedynym śladem są faktury za wynajem – to sygnał problemu, a nie definicja wiejskiego domu kultury.
Jakie zajęcia i działania najczęściej prowadzi wiejski dom kultury?
Oferta zależy od lokalnych potrzeb, ale pewne elementy powtarzają się często. W typowym wiejskim domu kultury znajdziemy m.in.:
- zajęcia dla dzieci i młodzieży (plastyczne, muzyczne, taneczne, teatralne),
- spotkania i aktywności dla seniorów (gimnastyka, śpiew, klub dyskusyjny),
- próby zespołów folklorystycznych, chórów, orkiestr dętych,
- święta wiejskie, festyny, jarmarki produktów lokalnych,
- szkolenia i warsztaty praktyczne (np. obsługa ePUAP, wnioski o 500+, tematy rolnicze).
Coraz częściej dom kultury działa też jako „kombinat usług”: współpracuje z biblioteką, stowarzyszeniami, szkołą, a nawet służy jako punkt informacji turystycznej czy miejsce zebrań w sytuacjach kryzysowych (np. powódź, długie przerwy w dostawach prądu).
Skąd się wzięły wiejskie domy kultury i jak zmieniała się ich rola?
Początki sięgają domów ludowych i czytelni tworzonych jeszcze w czasach zaborów i w dwudziestoleciu międzywojennym. Organizacje społeczne, ruch ludowy, Kościół czy lokalne elity zakładały świetlice, aby walczyć z analfabetyzmem, krzewić kulturę narodową i integrować wieś. Po 1945 roku państwo przejęło tę tradycję, tworząc gminne ośrodki kultury, często budowane w czynie społecznym.
W PRL domy kultury łączyły prawdziwą pracę kulturalną z zadaniami propagandowymi. Mit „ręki partii” jest tylko częściowo prawdziwy – obok obowiązkowych akademii rozwijały się autentyczne zespoły folklorystyczne i sąsiedzkie życie świetlic. Dzisiejsze ośrodki nadal niosą to dziedzictwo, ale ich rola coraz bardziej przesuwa się w stronę centrum społeczności, opartego na dobrowolnym uczestnictwie i lokalnej inicjatywie.
Dlaczego wiejski dom kultury jest ważny dla lokalnej tożsamości?
To właśnie w domu kultury gromadzą się opowieści o wsi: kroniki, zdjęcia, pamiątki, wspomnienia starszych mieszkańców. Instytucja może dokumentować historię miejscowości, wspierać zespoły kultywujące tradycje, organizować święta odwołujące się do lokalnych zwyczajów. Dzięki temu mieszkańcy nie tylko „mieszkają” w danej wsi, ale zaczynają się z nią identyfikować.
Praktyka pokazuje, że tożsamość wspólnoty rodzi się z konkretnych spotkań – próby chóru, wspólnego dekorowania sali na dożynki, przygotowania jarmarku. Mit, że tożsamość lokalna tworzy się sama z siebie, bez wysiłku i miejsc spotkań, po prostu się nie broni. Wiejski dom kultury daje przestrzeń, w której ta tożsamość może się realnie kształtować i umacniać.
Najważniejsze wnioski
- Wiejski dom kultury to przede wszystkim żywa sieć relacji – miejsce, gdzie spotykają się różne grupy mieszkańców, a kultura jest pretekstem do rozmowy, wsparcia i wspólnego działania.
- Na wsi dom kultury ma znacznie szerszy zakres zadań niż w mieście: łączy funkcje biblioteki, świetlicy, centrum informacji, miejsca zebrań i rozrywki dla całych rodzin, często działając w jednym budynku i z jedną kadrą.
- Mit „to tylko sala na wesela” rozmija się z rzeczywistością – wynajem sali bywa konieczny dla budżetu, ale równolegle odbywają się zajęcia edukacyjne, wsparcie NGO, dokumentowanie historii wsi, animacja lokalnych świąt czy prowadzenie biblioteki.
- Dom kultury pełni rolę lokalnego „radaru” nastrojów: animatorzy jako pierwsi wychwytują konflikty, problemy młodzieży czy potrzeby rodzin i mogą reagować, organizując mediacje, warsztaty z ekspertami albo po prostu bezpieczną przestrzeń do rozmowy.
- W realiach wsi „wszyscy wszystkich znają”, co wzmacnia zaufanie i zaangażowanie w działania domu kultury, ale jednocześnie utrudnia mierzenie się z trudnymi tematami, bo każda decyzja i konflikt mają swoje konsekwencje w codziennych relacjach (sklep, kościół, przystanek).
- Model „kombinatu kultury”, gdzie jedna instytucja łączy dom kultury, bibliotekę, świetlicę i punkt informacji, sprawia, że to miejsce staje się nieformalnymi drzwiami do wielu usług publicznych – od pomocy w wypełnianiu wniosków po organizację spotkań o energii odnawialnej.





Artykuł o wiejskich domach kultury jako centra lokalnej tożsamości jest bardzo interesujący i pouczający. Autorka bardzo trafnie zwróciła uwagę na rolę tych miejsc w kształtowaniu lokalnej społeczności oraz zachowywaniu tradycji. Podoba mi się, jak szeroko omówiono tematykę edukacji i integracji społecznej w kontekście wiejskich domów kultury.
Jednakże, mam pewną uwagę do artykułu. Brakuje mi bardziej konkretnych przykładów działań podejmowanych przez wiejskie domy kultury w różnych regionach. Więcej konkretnych case study mogłoby ułatwić czytelnikowi lepsze zrozumienie tematu.
Mimo tego, artykuł jest wartościowy i inspirujący do dalszych przemyśleń na temat roli kultury w budowaniu lokalnej tożsamości. Mam nadzieję, że autorzy będą kontynuowali badania w tej kwestii i dzielili się swoimi wnioskami z czytelnikami.
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.